Przejdź do treści
Towarzystwo J-elita » „J-elita” z darami do Lwowa i po uchodźców z Ukrainy – relacja

„J-elita” z darami do Lwowa i po uchodźców z Ukrainy – relacja

Z Łańcuta do Lwowa wyjechaliśmy autokarem w piątkowe popołudnie 1 kwietnia. Wzięłam ze sobą paczki z Modulenem, sprzętem stomijnym i listem do Ukraińców, które do Polski przysłało zaprzyjaźnione z Towarzystwem „J-elita” Greckie Towarzystwo Pacjentów z Chorobą Leśniowskiego-Crohna i Wrzodziejącym Zapaleniem Jelita Grubego (HELLESCC), a także pampersy dla dorosłych, cewniki, opatrunki i inne medyczne rzeczy, które udało mi się pozyskać od znajomych i rodziny. Zatrzymaliśmy się w Radymnie po resztę ekipy oraz dary z tamtejszego magazynu: pampersy, chusteczki nawilżające, trochę zabawek, chemię gospodarczą i artykuły kosmetyczne. Zebrały je Fundacja Encora, Fundacja Adra Polska oraz grupa Radymno Pomoc dla Ukrainy, które współorganizowały transport. Tuż po przekroczeniu granicy zobaczyliśmy zasieki, wojskowe posterunki polowe i umocnienia na każdym moście. Na bilbordach prawie nie było reklam, za to były patriotyczne, motywujące i podnoszące Ukraińców na duchu hasła na tle ukraińskiej flagi.

Przez całą drogę słuchaliśmy ukraińskiego radia. Tuż przed Lwowem w radiu zaczęto nadawać jakiś komunikat, a w tle słychać było syrenę alarmową. Dojechaliśmy na miejsce noclegu o 20:30, na półtorej godziny przed godziną policyjną. Okazało się, że to, co wzięłyśmy za radiowe wiadomości, było prawdziwym alarmem bombowym. Nikt jednak nie wydawał się tym przejmować. Okazało się, że to już codzienność. Co prawda nikt nie schodził do schronów, ale Ukraińcy odradzali nam wychodzenie z ośrodka, mimo że godzina policyjna jeszcze nie obowiązywała. Przekazanie darów musieliśmy więc przełożyć na drugi dzień.

W sobotę przepakowaliśmy dary z autokaru do dwóch busów. Jeden pojechał do pani doktor Galiny, drugi bus z darami wyruszył do Kijowa. Pojechaliśmy na dworzec we Lwowie, gdzie bardzo szybko zapełniliśmy autokar uchodźcami, którzy chcieli wydostać się z kraju. Były to głównie matki z dziećmi, często najbardziej straumatyzowane, z Mariupola, Charkowa, Zaporoża i innych terenów na linii frontu. Właśnie stamtąd były osoby, które zabraliśmy do Polski. Niestety wielu rodzinom musieliśmy odmówić transportu, bo nie było już miejsca.

W niedzielę dowiedziałam się, że pani Galina zawiozła część darów do internatu, do którego przyjechały sieroty z Ługańska.

Daria Szajer, Towarzystwo „J-elita”, oddział podkarpacki

Spodobał Ci się ten wpis? Podziel się nim :)