Przejdź do treści

Zimowe ładowanie akumulatorów z J-elitą

Intensywność, energia, bajkowa aura i ta niezwykła, domowa przytulność, która sprawia, że nawet siarczysty mróz przestaje być straszny – to najlepsze słowa opisujące tegoroczny zimowy turnus Towarzystwa „J-elita” w Tatrach, który odbył się w pierwszych dniach stycznia 2026 roku.

Do Poronina z „J-elitą” wracamy od lat i robimy to z nieskrywaną przyjemnością. To miejsce stało się dla nas bezpieczną bazą, w której każdy czuje się swobodnie. Tym razem nasza „turnusowa rodzina” liczyła aż 170 osób! Aby każdy mógł wypocząć w komfortowych warunkach, korzystaliśmy z gościnności dwóch zaprzyjaźnionych pensjonatów: Skalnity oraz Szpiglasowy Residence.

Zaczęliśmy z dużą dawką energii. Już pierwszego dnia, tuż po spotkaniu organizacyjnym, ruszyły zapisy na wycieczki. A plan był naprawdę ambitny! Od zimowych spacerów Doliną Kościeliską i odkrywania uroków Zakopanego, aż po wyprawę na Słowację. Tam czekała na nas Tatrzańska Świątynia Lodowa – w tym roku rzeźbiarze odtworzyli z lodu bazylikę św. Jana na Lateranie. Monumentalna lodowa bryła w połączeniu z dźwiękami sakralnej muzyki zrobiła na wszystkich ogromne wrażenie.

Podczas wycieczek towarzyszył nam przewodnik tatrzański. Dzięki jego opowieściom góry przestały być tylko tłem, a stały się żywą historią o krajobrazie i mieszkających tu ludziach. Szczególnie poruszający był spacer po Cmentarzu Zasłużonych na Pęksowym Brzyzku, gdzie w ciszy i skupieniu słuchaliśmy o tych, którzy tworzyli legendę Tatr.

Najpiękniejsze w naszych wyjazdach jest to, że każdy znajduje w nich przestrzeń dla siebie. Podczas gdy fani nart i snowboardu testowali pobliskie stoki (niektórzy z nas po raz pierwszy w życiu!), inni wybierali piesze szlaki. Wędrowaliśmy Doliną Strążyską i Doliną Białego, podziwiając zamarznięty wodospad Siklawica. Przy Wielkiej Krokwi zaliczyliśmy moment prawdziwego niedowierzania: widok ratraka, który wspinał się niemal pionowo po stoku skoczni, zostanie w naszej pamięci na długo! A po wysiłku? Czekał nas zasłużony relaks w gorących wodach termalnych.

Wieczorami wszystkie drogi prowadziły do wspólnej jadalni. To właśnie wtedy robiło się naprawdę gwarno. Rozmowy, żarty i dzielenie się wrażeniami z całego dnia – te chwile budują naszą społeczność najmocniej. Nie zapomnimy też wieczoru przy ognisku, któremu towarzyszyła piękna pełnia księżyca. Choć noc była wyjątkowo mroźna, trzymaliśmy się blisko płomieni, piekąc kiełbaski i oscypki. Najbardziej zahartowani biesiadowali pod wiatą, a gdy zimno dawało o sobie znać, rozgrzewaliśmy się tańcem pod rozgwieżdżonym niebem. Kolejny wieczór przeniósł nas już do ciepłych wnętrz na tradycyjną biesiadę. Parkiet najpierw opanowały dzieci, a później długo bawili się dorośli.

Jeśli ktoś wolał spokojniejszą rozrywkę, mógł liczyć na partię bilarda, darta czy wieczory z planszówkami, które przyciągały naszą młodzież. Ostatni wieczór upłynął pod znakiem domowego zapachu gofrów. Wspólne pieczenie i dekorowanie słodkości sprawiło, że cały pensjonat wypełnił się kojącą, rodzinną atmosferą. Wisienką na torcie była niespodzianka od jednego z uczestników – pokaz amatorskiego filmu z wyprawy własnym autem przez Saharę. Opowieści o miejscach z dala od głównych turystycznych szlaków pozwoliły nam na chwilę przenieść się z mroźnych Tatr w sam środek gorącej pustyni.

Turnus to dla nas nie tylko zabawa, ale i bezcenne poczucie bezpieczeństwa. Nad naszym zdrowiem czuwała prof. Aleksandra Banaszkiewicz. Pani profesor poświęciła też mnóstwo czasu na indywidualne konsultacje, za co jesteśmy jej ogromnie wdzięczni. Mogliśmy także porozmawiać z dr. Arielem Liebertem o nowościach w programach lekowych, a nasza niezastąpiona pielęgniarka Bożenka była gotowa do pomocy w każdej potrzebie.

Warto dodać, że dzięki projektowi PFRON pn. „Niepełnosprawność nie musi ograniczać – edycja 3”, udało się pozyskać dofinansowanie, które sprawiło, że turnus stał się bardziej dostępny dla osób z niepełnosprawnościami. Mogły one otrzymać dofinansowanie do kosztów udziału w turnusie.

Ten wyjazd był nam wszystkim ogromnie potrzebny. Pozwolił „odpiąć się” od codziennych trosk, zanurzyć w feryjnym szaleństwie i nabrać dystansu do problemów zdrowotnych. Choć jesteśmy grupą niezwykle różnorodną, w Poroninie połączyło nas to, co najważniejsze: zrozumienie i akceptacja.

Gdy czytam na naszej grupie pożegnalne: „koniecznie do zobaczenia na kolejnym turnusie!”, wiem, że nasze akumulatory zostały naładowane na długo. Już teraz odliczam dni do kolejnego spotkania!

Dorota Pięta

Spodobał Ci się ten wpis? Podziel się nim!