Newsletter

Przekaż darowiznę

Przekaż darowiznę

Turnus w górach. Z J-elitą na szczyty!

Wspinaczka na Rysy, wędrówki tatrzańskimi szlakami i czterdziestokilometrowa wycieczka rowerowa do Nowego Targu i z powrotem – uczestnicy tygodniowego turnusu „J-elity” w Poroninie udowodnili, że choroba nie przeszkadza w przeżywaniu fantastycznych przygód i realizacji marzeń.

W niedzielę 25 sierpnia recepcja ośrodka wczasowego Skalnity w Poroninie rozbrzmiewała wesołym gwarem. Przejazdowi kolejnych uczestników turnusu „J-elity” towarzyszyły okrzyki radości i słowa powitania dawno niewidzianych znajomych i przyjaciół. Na wypoczynek przyjechało niemal sto osób: rodziny z małymi i większymi dziećmi, a nawet z czworonogami. Uczestników turnusu łączyło doświadczenie choroby lub opieki nad chorym dzieckiem albo współmałżonkiem i chęć przeżycia wspólnej tatrzańskiej przygody. Wspomnienia z poprzednich lat sprawiły, że chętnych było tak wielu, że dla części z nich trzeba było zarezerwować miejsca w sąsiednim pensjonacie, a wiele osób przyjechało po raz pierwszy.

W poniedziałek ruszyliśmy na górskie szlaki. Na rozgrzewkę przemierzyliśmy trasę na Rusinową Polanę, z której roztacza się piękny widok na Tatry i skaliste szczyty, m.in. Lodowy Szczyt, Baranie Rogi, Gerlach i Rysy. Część grupy zeszła niebieskim szlakiem w dół, do Sanktuarium Maryjnego na Wiktorówkach. Bardziej zaawansowani piechurzy poszli na Gęsią Szyję (1489 m.n.p.m.). Nad naszym bezpieczeństwem czuwał doświadczony przewodnik, który dzielił się swoja pasją i wiedzą na temat Tatr. Do ośrodka wróciliśmy wspólnie autokarem. Nastroje dopisywały, więc po wędrówce zaludniliśmy wszystkie zakamarki ośrodka, przy kominku, bilardzie, kanapach i ławach, by podzielić się w grupkach wrażeniami i podyskutować przy gorącej herbacie i kawie. Rozmowy o życiu, chorobie i codziennych troskach i radościach ciągnęły się do późnej nocy.

Następnego dnia mogliśmy wybrać jedną z dwóch wypraw. Ambitniejsi wybrali się na górujący nad Zakopanem masyw Czerwonych Wierchów, jednak z powodu nadciągających chmur i groźby burzy doszli do Chudej Turni i za radą przewodnika zawrócili. Droga dała im mocno w kość, ale nikt nie żałował. Druga ekipa pomaszerowała wąwozem Doliny Kościeliskiej do schroniska na Hali Ornak,  zwiedzając po drodze Jaskinię Mroźną i podziwiając fantastyczne widoki. Kilku chętnych doszło nad Smreczyński Staw.

W środę rano ruszyliśmy autokarem na Słowację i pojechaliśmy kolejką na Łomnicę – drugi co do wysokości szczyt w Tatrach. Najpierw wjechaliśmy małymi gondolkami do pośredniej stacji „Start”, gdzie przesiedliśmy się do większych gondol, którymi dotarliśmy do stacji „Skalnate Pleso”, skąd rozpościera się piękny widok na olbrzymie skalne ściany Łomnicy. Bezpośrednio na szczyt się nie dostaliśmy, ponieważ na ostatni etap podróży wiszącą kolejką linową trzeba wykupić bilety z dużym wyprzedzeniem. Rozdzieliliśmy się na grupy. Część zjechała w dół, reszta zeszła na własnych nogach Tatrzańską Magistralą do Starego Smokowca, podziwiając po drodze Wodospad Olbrzymi i grupę Wodospadów Zimnej Wody. Tego samego dnia chętni pojechali do Białki Tatrzańskiej, by odprężyć się w Termach Bania. Największą uciechę z wodnych szaleństw miała dzieciarnia.

Wszystko to było jedynie przygrywką do głównego wydarzenia turnusu, jakim była czwartkowa wyprawa na Rysy (2499 m.n.p.m. w części polskiej i 2503 m.n.p.m. w słowackiej). Wzięło w niej udział około dwudziestu śmiałków z przewodnikiem. Żeby bezpiecznie dotrzeć do celu i zejść ze szczytu, wyruszyliśmy samochodami spod pensjonatu o piątej rano. Atak przypuściliśmy od słowackiej strony szlakiem czerwonym z miejscowości Štrbské Pleso. Trasa była długa. Na początku szliśmy wśród drzew, potem otaczała nas kosodrzewina, która z czasem ustąpiła miejsca nagim skałom i kamieniom. W połowie drogi, w najtrudniejszych fragmentach szlaku korzystaliśmy z łańcuchów i drabinek. Dotarliśmy do najwyżej położonego w Tatrach słowackiego schroniska Chata pod Rysami (2250 m.n.p.m.). Uwagę naszej grupy przyciągnął położony dwie minuty drogi od schroniska wychodek. Postawiona na drewnianej platformie przytwierdzonej do skalnej ściany sławojka, została pomalowana kolorowymi farbami. Jednak jej największą atrakcją jest niesamowity widok z wielkiego okna – wprost na Rysy. Turyści, którzy trafią tu za potrzebą mają zapewnione dodatkowe doznania!

Droga ze schroniska na szczyt była dla naszej grupy nie lada wyzwaniem, ale się udało. W dół ruszyliśmy szczęśliwi i dumni po godzinie dwunastej. Na wysokości łańcuchów zaczęło kropić. Chwile później rozpętała się burza.  Część osób, które wysforowały się do przodu, schroniła się wśród drzew, ale kilkoro zmokło do suchej nitki. Na szczęście wszyscy wspinacze cali, zdrowi i pełni emocji dotarli do pensjonatu – ostatni po godzinie siedemnastej.

Ci, którzy nie zdecydowali się na ekstremalną wyprawę pojechali do miejscowości Żdiar na Słowacji, gdzie znajduje się mierząca ponad 1,2 kilometra długości drewniana kładka widokowa biegnąca 24 metry nad ziemią wśród koron drzew. Na jej końcu góruje spiralna wieża widokowa, z której roztacza się zachwycający widok. Wieczorem obie grupy spotkały się przy ognisku, gdzie podzieliły się wrażeniami.

W piątek chętni wybrali się na wycieczkę rowerową z Chochołowa do Nowego Targu. Gdy dotarliśmy na Rynek z wieży ratusza zabrzmiał hejnał. Po miłym odpoczynku na Rynku wróciliśmy jednośladami do Chochołowa. O ile jednak 22-kilometrowa trasa w jedną stronę była bardzo przyjemna, bo jechaliśmy z górki, z powrotem było znacznie trudniej i kolarze poczuli ją w nogach. Część grupy odwiedziła Chochołowskie Termy, by popluskać się w basenach. Dzień zakończyliśmy biesiadą z góralskim poczęstunkiem i muzyką.

Kolejny mocny akcent przypadł na ostatni dzień. W sobotę duża część uczestników turnusu wybrała się na wycieczkę do Słowackiego Raju, gdzie przeszła szlakiem z wiszącymi mostami, drewnianymi kładkami oraz przymocowanymi do skał drewnianymi stopniami, podziwiając potoki i wodospady. Pozostali zorganizowali sobie własną wycieczkę, m.in. Ścieżką nad Reglami. Po zmierzchu spotkaliśmy się na magicznym wieczorze przy kominku. O nastrój zadbali Ania i Dominik, którzy wyciągnęli gitary i zaśpiewali w duecie chwytające za serce piosenki.

Nazajutrz, w niedzielę 1 września, żegnaliśmy się z wielkim żalem i nadzieją, że kolejny turnus dostarczy nam równie wspaniałych przygód i emocji. Spędzony wspólnie tydzień dodał nam energii i wiary w siebie. Przekonaliśmy się, że mimo choroby możemy zdobywać szczyty, a wędrując razem niestraszne są nam żadne przeszkody.

Dorota Pięta

Spodobał Ci się ten wpis? Podziel się nim 🙂

Newsletter