Towarzystwo J-elita » Sport to mój detoks

Sport to mój detoks

Psychoterapeuta, tenisista stołowy, publicysta i … pacjent z wrzodziejącym zapaleniem jelita grubego. Piotr Sarnowski nie poddaje się chorobie.

Po raz pierwszy zauważył krew w stolcu w szpitalnej toalecie. W dniu, kiedy jego żona rodziła córkę. Po latach połączył to ze stresem: przyjściem na świat dziecka, pracą i przygotowaniami do obrony pracy magisterskiej. Zaczęły się bóle brzucha, wzdęcia i biegunka z krwią. – Poszedłem do lekarza, na oddziale gastroenterologii zrobili mi usg i mnóstwo badań, potem kolonoskopię, ale nic nie stwierdzili – wspomina.

Po dwóch-trzech tygodniach wszystko przeszło. Wrócił do normalnego życia. Pracował w korporacji, awansował z przedstawiciela handlowego na kierownika sieci sprzedaży urządzeń z branży cukierniczo-piekarniczej. Dużo podróżował po kraju. Choroba odezwała się ponownie po kilku miesiącach. Ból, bardzo silne parcie na stolec i krwawienie. Podróżując służbowo autem nieustannie rozglądał się za toaletą. Po trzech tygodniach wszystko znowu przeszło. Kolejne badania w szpitalu nic nie przyniosły. Wrócił do domu bez diagnozy i zaleceń dotyczących leczenia. Po kolejnym nawrocie koleżanka poleciła mu znajomego specjalistę w Krakowie. Nie wierzył, że może mu pomóc, ale pojechał na następną kolonoskopię. Po niej usłyszał rozpoznanie: colitis ulcerosa.

– Ucieszyłem się, że po pięciu latach od pierwszego krwawienia wreszcie dowiedziałem się na co choruję – mówi Sarnowski. – Gastrolog zapisał mi tabletki i czopki, mogłem się leczyć. Objawy minęły.

Skończył m.in. studia pedagogika resocjalizacyjna we Wszechnicy Polskiej Szkole Wyższej w Warszawie. Postanowił zmienić pracę na mniej stresującą. Został wolontariuszem na oddziale uzależnień szpitala psychiatrycznego w Tworkach. Skończył studium psychoterapii uzależnień i studia z pedagogiki resocjalizacyjnej. Jako trzydziestokilkulatek wrócił do dawnej pasji – tenisa stołowego. Został zawodnikiem zespołu GLKS Nadarzyn. Cztery – pięć razy w tygodniu chodził na treningi. Pracował jako psychoterapeuta w poradni w Żyrardowie, Pruszkowie i własnym gabinecie. Wykładał na wydziale pedagogicznym Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego, planował doktorat. W międzyczasie pracował z trudną młodzieżą w szkole, odbył staż w Ośrodku Leczenia, Terapii i Rehabilitacji Uzależnień Monaru w Głoskowie. Powadził warsztaty dla niepełnosprawnych intelektualnie. Podjął współpracę z kilkoma pismami i portalami, do których pisze artykuły na tematy psychologiczne. Bywa gościem programu „Pytanie na Śniadanie” TVP.

Remisja trwała dziesięć lat. Choroba wróciła w lutym 2017 roku. – Wszystko przez stres. Byłem zmęczony, pracowałem od rana do wieczora. Zmarła babcia mojej żony, z którą byłem bardzo związany – opowiada psychoterapeuta.

Ból brzucha i zajętego chorobą odbytu, promieniujący na plecy, krwawe biegunki, osłabienie. Poszedł szukać ratunku u znanego specjalisty medycyny niekonwencjonalnej. Ten mu obiecał, że wyleczy go ziołami i akupunkturą. Kazał mu tylko odstawić wszystkie leki i przejść na dietę wegetariańską. – Byłem tak zdesperowany, że zaryzykowałem – wspomina nasz rozmówca. – Straciłem dziesięć tysięcy złotych na kurację i kilka miesięcy, bo stan mojego zdrowia jeszcze bardziej się pogorszył.

Kiedy wrócił do gastrologa, nie powiedział mu o swojej przygodzie z medycyną naturalną. Wstydził się. Podupadł psychicznie i fizycznie. – Ból, osłabienie i bezsilność doprowadziły mnie do depresji – tłumaczy. – Nie miałem siły wstać z łóżka, unikałem kontaktu z innymi ludźmi, nic mnie nie cieszyło. Myślałem, że umrę. Bałem się co będzie dalej z moją rodziną.

Zaczął brać leki na depresję i wzjg, za zgodą lekarza wspomagał się ziołami. Zrobił badanie na nietolerancje pokarmowe i odstawił produkty, które mu szkodzą. Zaczął odwiedzać sąsiada, tylko po to, żeby wyjść z domu. Po kilku miesiącach stanął na nogi.

Ograniczył pracę, zaczął biegać. Wrócił do tenisa stołowego. Gra w czwartoligowym klubie Lima Pruszków, jeździ na zawody. – To mój sposób na detoks, zapomnienie o chorobie i wyrzucenie złych emocji – mówi.

Obecnie pracuje jako terapeuta w placówce dla uzależnionych w Konstancinie i jest kierownikiem poradni zdrowia psychicznego w Żyrardowie. Chętnie mówi o swoich doświadczeniach z chorobą.

Jesienią został zgłoszony do nagrody publiczności w konkursie „Człowiek bez barier” Fundacji Integracja. W grudniu wziął udział w gali konkursu w Zamku Królewskim w Warszawie. Marzy by za kilka lat przeprowadzić się z rodziną w góry.

Jacek Hołub

Spodobał Ci się ten wpis? Podziel się nim :)