Newsletter

Przekaż darowiznę

Przekaż darowiznę

Macierzyństwo jest CUdne!

W maju 2017 r. zdiagnozowano u mnie chorobę Leśniowskiego-Crohna. Miesiąc później trafiłam na trzy tygodnie do szpitala. Pojawiły się ból, krew i łzy. Do tego paniczny strach i myśl: „Czy będę mogła zostać mamą?”

Na początku 2017 r. byłam 27-letnią mężatką z dwuletnim stażem. Zwolniłam się z pracy, która wywoływała we mnie zbyt wiele stresu i zaczęłam pomagać mężowi w jego działalności. Planowałam zacząć spokojne życie i nie myślałam jeszcze poważnie o macierzyństwie. Wtedy nie przyszłoby mi do głowy, że na przestrzeni kolejnych kilkunastu miesięcy los zgotuje mi istny roller coaster i odwróci się o 180 stopni.

W maju 2017 zdiagnozowano u mnie chorobę Leśniowskiego-Crohna. Początkowo zlekceważyłam objawy, nie zdawałam sobie sprawy jak poważne jest to schorzenie. Miesiąc później choroba zaostrzyła się do tego stopnia, że trafiłam na trzy tygodnie do szpitala. Pojawiły się ból, krew i łzy. Do tego paniczny strach i myśl: „Co dalej? Czy będę mogła zostać mamą?”

Godzinami przeglądałam strony internetowe i fora w poszukiwaniu odpowiedzi na to pytanie, jednak jak dla mnie, ciągle było ich mało. Suche fakty, poradniki. Szukałam wypowiedzi kobiet chorujących na NZJ, historii ich ciąż i leczenia. 21 września 2017 r. założyłam na Facebooku grupę: CUDaczne macierzyństwo. Szybko dołączyły nowe członkinie, dzięki którym znalazłam pocieszenie, że jest szansa, że choroba naprawdę nie jest przeciwwskazaniem do zajścia w ciążę.

Pod koniec 2017 roku, kiedy okazało się, że leki zadziałały, a ja mam remisję choroby., Wraz z mężem rozpoczęliśmy starania o dziecko. Byłam w szoku, kiedy kolejnego miesiąca, dzień po moich urodzinach, zobaczyłam na teście ciążowym dwie kreski. Byliśmy ogromnie szczęśliwi, ale chwilę później znowu przyszedł strach. Brałam wówczas leki immunosupresyjne i mesalazynę. Ginekolog stanowczo kazał mi je odstawić, niestety mój były już gastrolog też.

Po odstawieniu lekarstw szybko przyszło kolejne zaostrzenie. Straciłam apetyt, wróciły biegunki z krwią, nie miałam siły, żeby wstać z łóżka. Wraz z gastrologiem testowaliśmy wszystkie formy mesalazyny, niestety lekarstwa dosłownie „przelatywały” przeze mnie. Lekarz chciał mi włączyć domową sterydoterapię.

Cofając się pamięcią wiem, że miałam ogromne szczęście, gdy na początku mojej choroby trafiłam na wiele wspaniałych osób, które służyły mi radą. Jedną nich był Dawid, którego z tego miejsca chciałabym serdecznie pozdrowić. To on dał mi kontakt do innej pani doktor z Rzeszowa. Myślę, że to dzięki niej i dzięki lekarzom z jej szpitala moja ciąża została utrzymana. Pani doktor niezwłocznie przyjęła mnie na konsultację i w trybie pilnym skierowała na oddział. Stan mojego zdrowia, jak się okazało, był spowodowany nie tylko zaostrzeniem choroby Leśniowskiego-Crohna, ale również zakażeniem Clostridium difficile. Sterydy przyjmowane w domu, zalecone przez mojego poprzedniego lekarza, niestety mogłyby doprowadzić do najgorszego.

W szpitalu przyjmowałam wankomycynę, sterydy dożylnie i mesalazynę, jednak lekarze jednogłośnie uznali, że nie powinnam odstawiać leków immunosupresyjnych. Mój stan zdrowia w końcu zaczął się poprawiać i w niedługim czasie zostałam wypisana do domu z zaleceniem przyjmowania podstawowych lekarstw oraz redukcji sterydów aż do ich całkowitego odstawienia.

W domu spędziłam tylko dwa dni, ponieważ zaczęłam plamić. Następnie pojawiło się krwawienie. Trafiłam na oddział ginekologiczny. Diagnoza: odklejenie kosmówki. Gdzieś w duchu godziłam się ze wszystkim co może się stać, jednak nigdy nie traciłam nadziei. Wiedziałam, że nie mogę się poddawać, mimo że przez kolejne dni znów przyjdzie mi ze łzami w oczach wpatrywać się w szpitalne okno. Nie poddawała się również moja kilkumilimetrowa wówczas córeczka. Po kilku dniach na szczęście okazało się, że rokowania są dobre i ciąża jest utrzymana. Po tygodniowym pobycie wyszłam do domu. Pomimo problemów ze zdrowiem zajęłam się pracą, która była dla mnie odskocznią od zmartwień i złych myśli. W dalszym ciągu przyjmowałam wszystkie zalecone lekarstwa. Niestety, każda próba zejścia ze sterydów kończyła się nawrotem objawów, musiałam je więc przyjmować przez całą ciążę.

Oczywiście bywały lepsze i gorsze dni. Czasem czułam się zupełnie jak zdrowa, niekiedy wizja powrotu na oddział z zaostrzeniem była bardzo bliska. W tych gorszych okresach wspomagałam się dodatkowo probiotykami.

Pod koniec siódmego miesiąca ciąży trafiłam do szpitala przez problemy z ciśnieniem. Wykryto u mnie dodatkowo zaburzenia rytmu serca i znów przyszedł niepokój. Ostatnie tygodnie były dla mnie bardzo ciężkie. Jelita dokuczały coraz bardziej, a ja bałam się o córeczkę. Zastanawiałam się, jaki rodzaj porodu będzie dla nas w tej sytuacji najlepszy i co zdecydują lekarze. Jednak decyzję podjął za nich los, ponieważ moja córka owinęła się pępowiną i w trybie pilnym trzeba było przeprowadzić cesarskie cięcie.

Iga przyszła na świat 22 września, dzień po rocznicy założenia przeze mnie grupy CUDaczne macierzyństwo, która przez całą ciążę i po porodzie była dla mnie ogromnym wsparciem.

Z Igusią miałyśmy jeszcze wiele problemów, ale cała historia ma szczęśliwe zakończenie. Dziś czuję się całkiem dobrze, wiem, że muszę brać lekarstwa. Moja córeczka jest zdrowym, radosnym dzieckiem, a ja muszę być dla niej silna, mimo wszelkich przeciwności losu.

Z mojej historii wyciągnijcie trzy wnioski:

nie odstawiajcie w ciąży lekarstw, nie jest to zalecane przez specjalistów. Nie wahajcie się konsultować z innymi lekarzami, jeśli macie jakieś wątpliwości – niewielu ginekologów ma wystarczającą wiedzę z zakresu naszych chorób i niestety nie każdy lekarz gastroenterolog potrafi dobrze pokierować pacjentką w ciąży. Dbajcie o siebie i mimo wszystko starajcie się myśleć pozytywnie. To ogromnie ważne, bo macie przed sobą najważniejsze w życiu zadanie: wychować małego człowieka.

Owszem, pojawią się czasem gorsze dni, ale wtedy nie bójcie się szukać wsparcia. Po burzy zawsze wychodzi słońce. Wiele informacji znajdziecie również w naszej grupie, która liczy już prawie 850 wspaniałych dziewczyn dzielących się swoimi historiami i doświadczeniami.

Weronika Bandurowska z córeczką Igą

 

Spodobał Ci się ten wpis? Podziel się nim 🙂

Newsletter