Newsletter

Kalendarz Spotkań

Przekaż darowiznę

Przekaż darowiznę

Przekaż 1% procent

1 procent

Jak pokonać deszczową chandrę. Bieszczadzki Rajd „J-elity” [RELACJA I ZDJĘCIA]

Jak ponurą pluchę zamienić w piękny słoneczny dzień lata? Jest na to recepta. Wystarczy spakować plecak i ruszyć w Bieszczady na rajd organizowany przez podkarpacką „J-elitę”.

Zrobiliśmy tak już po raz trzeci, pozostawiając za sobą zgryzoty codzienności. Podobnie jak w poprzednich latach wielbiciele górskich wędrówek przybyli do Siedliska Brzeziniak w Przysłupiu. Część z nas zawitała do pensjonatów o wdzięcznych nazwach Mateczniak i Młodniak wieczorową porą w czwartek 21 września, a część nazajutrz rano. Przybyliśmy z różnych zakątków Polski: z Rzeszowa, Krakowa, Giżycka, okolic Wrocławia i z Pomorza.

W piątek po wspólnym śniadaniu, powitaniach i zapoznaniu się z naszym przewodnikiem po Połoninie Wetlińskiej – Bartkiem – ruszyliśmy w góry. Gotowi do działania, w cudownych nastrojach, a jednocześnie w obliczu wyzwania – ze względu na trudne warunki atmosferyczne kierowaliśmy się zgodnie z Rajdowym Rozkładem Jazdy w stronę Osadzkiego Wierchu i Smerka.

„Ciągle pada!
(..) A ja chodzę i niestraszna mi wichura ani ulewa,
Ani piorun, który trafił obok drzewa,
słucham wiatru, który wciąż inaczej śpiewa (…)”

Słowa piosenki Czerwonych Gitar idealnie pasowały do naszego nastroju. Nie przejmowaliśmy się kroplami spadającymi z bieszczadzkiego nieba, chłodem, ani mokrą ziemią pod nogami. Błotko przecież jest fajne, a głowy chroniły nam stylowe kaptury. Górskiego powietrza zaś nie da się chyba zastąpić niczym. Czuliśmy jak orzeźwiająca siła z każdym wdechem pchała nas do przodu, aż na samą górę.
Szliśmy przez piękne tereny, śmialiśmy się, rozmawialiśmy, wymienialiśmy się doświadczeniami, słuchaliśmy ciekawostek o okolicznych terenach opowiadanych przez przewodnika Bartka. Wokół nas rozpościerała się niesamowita kraina mgieł – tajemniczy las, niczym z książek fantasy – tak właśnie mógłby wyglądać Lothlorien z „Władcy Pierścieni”.

Dotarliśmy do najwyżej położonego w Bieszczadach schroniska o wdzięcznej nazwie Chatka Puchatka ( 1228 m n.p.m ). Zajrzeliśmy tam aby chwilę odpocząć przed dalszą drogą i wzmocnić się herbatą z cytryną i kanapkami. W tym miejscu zostało też dokonane przełomowe odkrycie; okazało się, że wafelki Góralki z Chatki Puchatka smakują tu lepiej niż gdziekolwiek indziej na świecie – dlatego od tamtej chwili uznaliśmy je za firmowe bieszczadzkie smakołyki.
Z Chatki Puchatka przewodnik poprowadził nas na Osadzki Wierch (1253 m n.p.m. ). Szczęśliwi, że udało nam się pokonać śliskie podejście na górę i zmęczenie, udokumetowaliśmy tą chwilę fotograficznie. Po zrobieniu „wierchofoci” nadszedł czas na Smerek oraz trasę powrotną, która przyniosła nam prawdziwą ucztę dźwiękową. Co rusz słychać było potężne zawodzenie. Zachodziliśmy w głowę jakie zwierzę jest autorem tych zaśpiewów. Zagadkę rozwiązał przewodnik, który powiedział nam, że to odgłosy jeleni podczas rykowiska. Chociaż nie zobaczyliśmy dumnych zwierząt, leśny koncert był nie lada gratką.

Po kilkugodzinnej wyprawie znaleźliśmy się z powrotem w siedlisku. Czekała tam już na nas bardzo dobra strawa. Na wspomnienie podanych do stołu pstrągów do dziś cieknie nam ślinka. Po kolacji przyszedł czas na wieczór pełen rozmów, gitarowego grania, śpiewania i emocjonujących rozgrywek Dobble i Scrabble. Dzień zakończyliśmy w świetnych humorach. Wynik rywalizacji: deszczowa chandra kontra my: 0-1. Wygrana była po naszej stronie.

Następnego dnia jako cel wędrówki przewodnik zaproponował Małą Rawkę ( 1272 m n.p.m ). Choć prognozy pogody zapowiadały, że aura nie będzie pomagać w wejściu na szczyt wyruszyliśmy na górę. Podejście tym razem było strome i bardzo śliskie, ale daliśmy radę.
W tym miejscu warto podkreślić, że poza grupą dorosłych osób wspinała się z nami również dzielna 11-letnia dziewczynka o jakże adekwatnym imieniu Wiktoria, która weszła na każdy ze szczytów w trakcie rajdu. Wszyscy byliśmy pod wrażeniem tego jak świetnie sobie radziła, bo ze względu na pogodę podejścia do łatwych nie należały. Uśmiechnięta Wiktoria wędrowała razem z tatą i resztą bieszczadzkiej kompanii.

Po zejściu z góry nadszedł czas na kolejną atrakcję – żubry. Zwierzęta kojarzą się z Puszczą Białowieską, ale występują też na innych terenach Polski, w tym w Bieszczadach.Odwiedziliśmy zagrodę pokazową żubrów w Nadleśnictwie Stuposiany, we wsi Muczne. Zwierzęta były tego dnia trochę nieśmiałe, ciężko je było dostrzec wśród drzew, ale w końcu się udało. Zobaczyliśmy je ze sporej odległości, sfotografowaliśmy i sfilmowaliśmy na potrzeby rajdowej dokumentacji.
Następnie wróciliśmy do Przysłupia, gdzie po posileniu się i nabraniu sił, sprawdziliśmy co ciekawego jest w pobliżu, by udać się na prawdziwą ucztę kulinarno – towarzysko – taneczną. Działo się! Iskry leciały z grilla na ognisku i z parkietu. Śmiech i śpiew bieszczadzkich rajdowiczów przeganiał deszczową chandrę.

Ostatniego dnia, w niedzielę po śniadaniu, część z nas odjechała do swoich domów, a część zgodnie z nową świecką tradycją ruszyła zjeść obiad w Solinie. W zeszłym roku przysmakiem były ryby, a w tym pierogi. Ci, którzy mieli chęć na coś słodkiego na deser spałaszowali gofry.
Tym kulinarnym akcentem zakończyliśmy Bieszczadzki Rajd.
I tym razem także towarzyszył nam deszcz.
„Ciągle pada! (…)
A ja chodzę w strugach wody, ale z czołem podniesionym,
żadna siła mnie nie zmusza i nie goni,
idę niby zwiastun burzy z kwiatkiem w dłoni, o tak! „

To był wspaniały czas, w którym znalazło się miejsce nie tylko na śmiech, śpiew i taniec, ale także na refleksję i wymianę doświadczeń jak radzić sobie z chorobą.
Przebywając wśród osób, z którymi nadajemy na tych samych falach towarzyszy nam wrażenie, że jesteśmy z tej samej bajki. A ponieważ w bajkach zawsze są szczęśliwe zakończenia – wyjechaliśmy naładowani pozytywną energią, podbudowani psychicznie, wypoczęci i pełni mocy do mierzenia się z zawirowaniami losu, także tymi zdrowotnymi.

Ogromne podziękowania dla wszystkich, którzy przyczynili się do organizacji tegorocznego Bieszczadzkiego Rajdu oraz dla uczestników.
Do zobaczenia na szlakach!

Zosia Stawicka

Spodobał Ci się ten wpis? Podziel się nim 🙂

Polub nas!

Polub nas!

Przekaż 1% procent

1 procent

Newsletter

Kalendarz Spotkań

Przekaż darowiznę

Przekaż darowiznę