Towarzystwo J-elita » Do czego mamy prawo w POZ?

Do czego mamy prawo w POZ?

Najpierw są objawy choroby i skierowanie do gastroenterologa. Potem wizyta u specjalisty, często pobyt w szpitalu, diagnoza, ustalenie leczenia i… co dalej?

Lek. med. Iga Detka-Kowalska

Teoretycznie, zdiagnozowany pacjent z zaordynowanym leczeniem powinien kontynuować je u lekarza podstawowej opieki zdrowotnej. W praktyce bardzo często wraca on jednak do specjalisty, ponieważ w swojej przychodni napotyka na problemy z wystawieniem recepty czy uzyskaniem skierowania na podstawowe, kontrolne badania krwi. Co więc należy się pacjentowi w POZ?

Rolą lekarza specjalisty czy szpitalnego oddziału gastroenterologicznego jest postawienie diagnozy, ustabilizowanie pacjenta i ustalenie leczenia, które ma być potem kontynuowane u lekarza podstawowej opieki zdrowotnej. – Od lekarzy specjalistów pacjent dostaje zalecenia co do sposobu leczenia i badań kontrolnych. Jest też informowany o potencjalnych działaniach niepożądanych przepisanych leków. Większość z nich jest preparatami bardzo bezpiecznymi, ale są i takie, które mogą uszkadzać szpik kostny, wątrobę czy nerki – informuje lek. med. Iga Detka-Kowalska, kierownik oddziału gastroenterologicznego Szpitala Św. Łukasza w Końskich (woj. świętokrzyskie – przyp. red.). W przypadku tych drugich należy okresowo wykonywać podstawowe analizy krwi, czyli morfologię.

Odpowiedzialny jest ten, kto wypisuje

I tu pojawia się problem. O ile lekarz POZ raczej nie odmawia wystawienia recepty na lek ustalony przez specjalistę, o tyle nierzadko z niechęcią podchodzi do kwestii kierowania na badania laboratoryjne. W rezultacie pacjent, aby uniknąć nieprzyjemności, płaci za badanie sam. Okazuje się, że takie działanie lekarzy jest nieuprawnione. – Pacjenta, który jest stabilny przekazujemy do przychodni POZ. Lekarz pierwszego kontaktu otrzymuje od nas pisemne zalecenia co do tego, jak należy nadzorować działania niepożądane. Zalecenia te są ustalane w oparciu o charakterystykę produktu leczniczego. Oczywiście wstępnie przygotowujemy pacjentów do dalszego leczenia w POZ i kilkukrotnie robimy im niezbędne badania, ale potem ten obowiązek przejmuje już lekarz w przychodni. Nie może odmówić wystawienia skierowania na badanie, ponieważ to on przepisuje leki, które mogą być dla danego pacjenta toksyczne. – Każdy, kto wypisuje receptę bierze na siebie za to odpowiedzialność – zwraca uwagę lek. med. Iga Detka-Kowalska.

Co więcej, lekarz w przychodni dostaje od specjalisty również informację o tym, że w przypadku nieprawidłowości może się z nim skontaktować telefonicznie. To szczególnie istotne, zwłaszcza z uwagi na to, że niektóre leki mogą wykazywać szkodliwe działanie nawet dopiero po sześciu miesiącach od pierwszego zażycia. – To nie jest tak, że skoro przez trzy miesiące wyniki są prawidłowe, to potem można wykonywać morfologię z dowolną częstotliwością. To są twarde zalecenia i nie ma możliwości, żeby lekarz odmawiał skierowania – dodaje gastroenterolog.

Z odmową do kierownika przychodni

Pacjenci nie są jednak często świadomi swoich praw i po odmowie wystawienia skierowania nie próbują już o nie zawalczyć, a to błąd. – Jeżeli lekarz odmówi, to poprośmy go o uzasadnienie takiej decyzji ustnie lub na piśmie. Z takim dokumentem można dociekać swoich praw u kierownika przychodni. Zwykle to daje pożądany efekt. Jeśli i to okaże się nieskuteczne, to należy wysłać do Narodowego Funduszu Zdrowia zapytanie o to, czy takie świadczenie leży w gestii POZ – radzi kierownik oddziału gastroenterologicznego Szpitala Św. Łukasza w Końskich. Świadomość pacjentów co do przysługujących im praw jest ważna z co najmniej dwóch powodów. Pierwszy to ich własna wygoda. Niekiedy lekarz prowadzący przyjmuje w placówce oddalonej o kilkadziesiąt czy nawet kilkaset kilometrów, więc dotarcie do niego może być kłopotliwe. Drugi powód to fakt, że w Polsce kolejki do specjalistów, a zwłaszcza gastroenterologów są bardzo długie. – Lekarzy z tą specjalizacją jest za mało. Jeżeli nie będą się oni mogli zajmować tymi najbardziej potrzebującymi, tylko powtarzaniem recept i wystawianiem skierowań na podstawowe badania, to sytuacja nie ulegnie poprawie. Co więcej, nie zawsze pacjent, który potrzebuje tylko recepty lub tylko morfologii dostanie się do specjalisty. Pamiętajmy, że nie jest to powód uprawniający do kolejnej wizyty. Wizyty specjalistyczne są od tego, żeby pacjenta zdiagnozować lub uzupełnić diagnostykę i ustalić leczenie, a potem tylko je nadzorować. Kiedyś w ogóle nie było dostępu do specjalistów i większość rzeczy robili lekarze interniści. Teraz ich zakres usług znacznie się zmniejszył, co pośrednio wynika też ze sposobu szkolenia. Nie jest to więc do końca wina lekarzy, ale systemu opieki zdrowotnej w Polsce – mówi Iga Detka-Kowalska.

Potrzebna koordynacja opieki

Współpraca między specjalistą gastroenterologiem, a lekarzem POZ to jeden z podstawowych problemów związanych z prowadzeniem pacjentów z nieswoistymi zapaleniami jelit. Zarówno pacjenci, jak i lekarze walczą jednak od lat o to, by chorych na NZJ objąć również opieką koordynowaną. Często bowiem potrzebne jest współdziałanie gastroenterologa z lekarzami innych specjalności. Oddział gastroenterologiczny Szpitala Św. Łukasza w Końskich jest jednym z tych, w których udaje się to osiągnąć. – Mamy to szczęście, że bardzo dobrze układa nam się współpraca i z chirurgami, i z radiologami, psychologami oraz psychiatrami. Rzeczywiście, taką skoordynowaną opiekę na miejscu możemy zapewnić – mówi lekarka. Problem pojawia się jednak po wyjściu pacjenta ze szpitala. – Wymaga to stworzenia określonych zespołów, ale niestety brakuje lekarzy i pielęgniarek. Powinna to być opieka, w ramach której pacjent może na przykład całodobowo skontaktować się ze swoją pielęgniarką i dowiedzieć się, czy powinien wykonać USG lub pojawić się u lekarza.  Tymczasem ścieżka kształcenia gastroenterologów jest bardzo długa i wciąż brakuje tych specjalistów. Co prawda, stworzono teraz krótką ścieżkę specjalizacji, ale nie załatwia to sprawy. O ile teorię można szybko przyswoić, o tyle wysoko specjalistycznej praktyki nie zdobędziemy w rok lub dwa – ubolewa Detka-Kowalska.

Piotr Wójcik

Spodobał Ci się ten wpis? Podziel się nim :)