Przejdź do treści
Towarzystwo J-elita » Dajemy radę: Choroba nas nie pokona

Dajemy radę: Choroba nas nie pokona

Dla Mateusza, ultramaratończyka z Krakowa, bieganie jest pasją i sposobem na walkę z chorobą Leśniowskiego-Crohna. – Sport oczyszcza umysł, uwalnia endorfiny, poprawia samopoczucie, a choroby jelit są ściśle powiązane z naszą głową – mówi Mateusz. Wśród pacjentów z NZJ są także słynni sportowcy.

fot. Karolina Krawczyk Photography

Choroba Leśniowskiego-Crohna towarzyszy Mateuszowi przez pół życia. Zachorował tuż po 18. urodzinach. Znacznie wcześniej zaraził się pasją do sportu. Od dziecka grał w piłkę ręczną. Jednak dolegliwości jelitowe kilkukrotnie wymusiły na nim przerwy w uprawianiu szczypiorniaka. Z piłką ręczną rozstał się po studiach.

– Gdy biegasz sam dla siebie i masz świadomość choroby, to jest to część ryzyka. Natomiast jak uprawiasz sport zespołowy, to bierzesz odpowiedzialność za bycie częścią drużyny, a choroba czasem uniemożliwia treningi i sprawia, że zawodzisz kolegów z zespołu – mówi.

Choroba go jednak nie złamała. Traktuje ją jako formę motywacji. Wie, że musi zdrowieć, pilnować diety i zaleceń lekarzy, żeby móc wrócić do sportu. Biegać zaczął w 2013 roku, żeby pozbyć się brzucha. Zaczynał od marszobiegów, dwie minuty wolnego truchtu przeplatał z łapczywym łapaniem oddechu, jak topielec. Z czasem oddech się unormował, kilogramy zaczęły spadać, a między seriami truchtu nie musiał wplatać marszu.

– Skoro już biegałem, to zacząłem próbować swoich sił na zawodach. Startując na pięć czy dziesięć kilometrów, zazdrośnie patrzyłem na biegających półmaratony. Kiedy pobiegłem pierwszy półmaraton, zamarzyłem o maratonie, potem ultramaratonie – opowiada. – Bieganie jest jak narkotyk. Po kolejnym wysiłku obiecujesz sobie, że już dość, że nigdy więcej, a po kilku dniach szukasz nowych wyzwań. W bieganiu nie ma sufitu, jedynym ograniczeniem jest nasza głowa i mówienie sobie „dziś nie, jutro spróbuję”.

Mateusz przebiegł już kilka tysięcy kilometrów, rekordowo 70 km jednego dnia. Na swoim koncie ma kilkanaście zawodów na dystansie powyżej 50 kilometrów. Tych krótszych nie potrafi zliczyć.

– Zawsze powtarzam, że ja w bieganiu mam łatwiej, bo biegam za dwóch, za siebie i Crohna… Jak innym coś nie wyjdzie, braknie zdrowia, treningów, wytrzymałości, to muszą uderzyć się w pierś i powiedzieć, że zrobią coś lepiej, będą więcej trenować. Ja uzbroiłem się w wygodną wymówkę chciałem, trenowałem, ale sami wiecie, Crohn mnie powstrzymał – śmieje się Mateusz.

Czy można pogodzić chorobę z aktywnością fizyczną i uprawianiem sportu? Wśród chorych na nieswoiste zapalenia jelit nie brakuje wybitnych zawodników. Na igrzyskach olimpijskich w Rio de Janeiro 19-letnia amerykańska pływaczka z chorobą Leśniowskiego-Crohna Kathleen Baker zdobyła indywidualnie brąz i złoto w sztafecie. – Uwielbiam pływanie bardziej niż cokolwiek na świecie, i myślę, że nauczyła mnie tego choroba Crohna – wyznała Baker.

Na Igrzyskach w Tokio o medal w piłce ręcznej kobiet otarły się Szwedki, które miały w składzie Jenny Carlson, stomiczkę z wrzodziejącym zapaleniem jelita grubego. Najsłynniejszy jest jednak brytyjski wioślarz Steven Redgrave, który wywalczył pięć złotych medali na pięciu kolejnych igrzyskach olimpijskich. Kiedy Redgrave zachorował na wrzodziejące zapalenie jelita grubego, miał 29 lat i na swoim koncie już trzy olimpijskie medale: złoto z Los Angeles w 1984 r. w czwórce ze sternikiem i złoto w dwójce bez sternika oraz brąz w dwójce ze sternikiem wywalczony cztery lata później w Seulu. Przez chorobę omal nie usunięto go z kadry na kolejne igrzyska w 1992 roku w Barcelonie. Leczenie zaczęło jednak działać i Redgrave ostatecznie wyjechał wraz z partnerem z osady Matthew Pinsentem, by zdobyć z nim kolejny złoty krążek. Cztery lata później w Atlancie brytyjska dwójka bez sternika w tym samym składzie powtórzyła swój sukces. Z czasem stan zdrowia Redgrave’a zaczął się pogarszać. Ale i tak w 2000 roku w Atlancie zawiesił piąty złoty krążek w czwórce bez sternika. Stał się sportową legendą i źródłem inspiracji dla innych chorych. Doczekał się pomnika nad brzegiem Tamizy i – razem z Pinsentem – jeziora swojego imienia.

– Chwilami wydawało się, że WZJG uniemożliwi mi walkę o piąty złoty medal olimpijski. Na szczęście, dzięki wprowadzeniu odpowiedniego leczenia, udało mi się uspokoić objawy choroby. Mogłem z powodzeniem kontynuować treningi, rozwijać sportową karierę i prowadzić normalny tryb życia poza łodzią – mówi Redgrave na stronie brytyjskiego stowarzyszenia pacjentów Crohns and Colitis UK. – Niestety, nie wszyscy mają tyle szczęścia. Dla wielu osób, które zmagają się z chorobą, zwykłe codziennie funkcjonowanie jest testem odwagi i determinacji. Wiem, w jaki sposób NZJ wpływa na jakość życia. Dlatego, aby móc walczyć z chorobą na co dzień, ważne są zrozumienie, wiedza i wsparcie.

– Nie każdy chory musi być wyczynowym sportowcem czy ultramaratończykiem, tu nie liczą się kilometry, ale dewiza, że choroba nas nie pokona, że nie będzie nas ograniczać, a jeśli czegoś bardzo chcę, to zrobię wszystko, żeby to osiągnąć. Bieganie to także forma terapii, sport oczyszcza umysł, uwalnia endorfiny, poprawia samopoczucie, a choroby jelit są ściśle powiązane z naszą głową – mówi Mateusz, którego można spotkać na biegowych trasach z koszulką z logo „J-elity”.

Zaprzyjaźniona z „J-elitą” psycholog Milena Durasiewicz docenia rolę aktywności fizycznej i sportu. Zwraca uwagę, że stan fizyczny i psychiczny są ze sobą połączone i wzajemnie na siebie wpływają. – Aktywność fizyczna jest jednym z zachowań prozdrowotnych, stymuluje układ limbiczny, wydzielają się endorfiny, które poprawiają nastrój. Sport pozwala także na zminimalizowanie napięcia psychicznego, redukując również napięcie mięśniowe – tłumaczy. – W wielu chorobach aktywność fizyczna wpływa pozytywnie na funkcjonowanie pacjenta, także w nieswoistych zapaleniach jelit, gdzie rekomendowana jest praca z ciałem, która może być także sposobem na radzenie sobie z chorobą.

Psycholog zwraca uwagę, że stres wywołuje nasilenie symptomów NZJ, powoduje blokadę układu immunologicznego, układu regeneracji oraz zaburza gospodarkę cukrową. Dochodzi do powstawania chorób, do zaburzeń hormonalnych, pojawiają się trudności z odpoczynkiem i ze snem.

– Sport jest jedną z zalecanych metod na odreagowanie, zmniejsza poziom adrenaliny w organizmie, pozwala na zredukowanie cukru. Żeby móc odpocząć, najpierw trzeba odreagować, np. za pomocą aktywności fizycznej. Ważne jest jednak, by aktywność fizyczna była wykonywana dla przyjemności, a nie dla rywalizacji – podkreśla Milena Durasiewicz. – Nasz organizm funkcjonuje w trybie mobilizacji i w trybie regeneracji, każdy z nich jest ważny, pełni określone role, dlatego nie zapominajmy o stworzeniu przestrzeni w swoim życiu na regenerację, np. uprawiając sport.

Jacek Hołub

Partnerem cyklu „Dajemy radę” jest firma Takeda

Spodobał Ci się ten wpis? Podziel się nim!